Za oknem na termometrze prawie minus szesnaście. Po wczorajszym tłustym czwartku wciąż zbiera nas nas wymioty. Tak! – nawpierdalaliśmy się pączków. Ale wracając do meritum – w ten wykurwiście zimny dzień lutego postanowiliśmy rozgrzać się przy nowej płycie Asphyx.

MordumX: Na początek wypowiem się o samym brzmieniu płyty. Nawet na tych pseudo bzyczących głośnikach, na których odsłuchujemy „Necroceros” słychać głębie i moc gitar. Kiedy odpaliłem płytę w domu na konkretnym nagłośnieniu, to dom drżał w posadach. Jest mega power!

Długi: Brzmienie rozwala ściany. Dodatkowo średnie i niskie tempa kawałków dodają tutaj mocy.

MordumX: Nowy Aphyx, to podrasowany walec, który miażdży i kruszy wszystko, co stanie mu na drodze.

Długi: Proste i wpadające w ucho riffy, które gniotą mózg i miażdżą kości. Jeśli się ktoś spodziewa na tej płycie prędkości, to może się nieco zawieść.

MordumX: Pierwsza część płyty jest bardziej dynamiczna. Są tutaj szybsze tempa i mocniejsze kawałki. Natomiast w drugiej części Asphyx zwalnia, co nie oznacza, że nie jest ciekawie.

Długi: Zajebista grafika na okładce. Na koszulkę elegancka. Przypomina klimatem old school death metalowe okładki.

MordumX: Mi ta płyta przypomina trochę death metalowy Coffins. Jeśli ktoś kojarzy i lubi, to to jest właśnie ten klimat. Potężny, lekko doomowy walec, który nie zatrzymuje się przed znakiem stop.

Długi: Przypuszczam, że dużo kawałków z tej płyty sprawdzi się na koncertach.

MordumX: 8/10

Długi: 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You may also like